75 rocznica męczeńskiej śmierci bł. Piątki Poznańskiej

75 rocznica męczeńskiej śmierci bł. Piątki Poznańskiej

„O niewiasto, wielka jest twoja wiara” – usłyszała od Jezusa kobieta kananejska i jej prośba o uwolnienie córki od nękania złego ducha została wysłuchana. Panu Bogu podoba się wiara wytrwała, która pozostaje niezłomna mimo przeciwności. Taką postawę nagradza i do takiej nas zachęca w dzisiejszej Ewangelii. Wiara w Boga jest ogromnym bogactwem. Stanowi siłę, która dzięki Bożej łasce może zmieniać nasze życie. Jak wielu wyznawców Chrystusa wykazało się taką wiarą! Stanowią dla nas wzór i inspirację do naśladowania. W jednym z więziennych grypsów męczennik bł. Edward Kaźmierski napisał takie słowa: „Jakaż siła ta nasza wiara! Są tacy ludzie tutaj, którzy w nic nie wierzą. Jakże dla nich straszna ta niewola. Słychać tam tylko przekleństwa i złorzeczenia. A u tych, co mają wiarę – spokój, a zamiast przekleństw – szczera radość. Bo Bóg w biedzie także radość zsyła”. Wśród niezłomnych świadków wiary są Błogosławieni Oratorianie z Poznania, wyniesieni do godności błogosławionych przez św. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 roku. Spośród 108 męczenników z czasu II wojny światowej większość stanowią osoby duchowne i zakonne, tylko 9 osób to świeccy, z czego pięciu to wychowankowie salezjańskiego oratorium.

W tym roku, za kilka dni, 24 sierpnia przypada 75 rocznica męczeńskiej śmierci Błogosławionych Wychowanków salezjańskiego oratorium: Czesława Jóźwiaka, Edwarda Klinika, Franciszka Kęsego, Edwarda Kaźmierskiego i Jarogniewa Wojciechowskiego. Najmłodszy z nich miał w chwili śmierci 19 lat, najstarszy 23. Powszechnie nazywamy ich Piątką Poznańską, bo ich grupa liczyła 5 osób. Wspólnie działali w konspiracji i przeszli przez niewolę więzienia zakończoną śmiercią przez zgilotynowanie. Przyszli na świat w chrześcijańskich rodzinach, w których otrzymali solidne wychowanie, ale również doświadczyli zwyczajnych trosk związanych z ludzką słabością i trudami codzienności. Od najmłodszych lat zaczęli uczęszczać do prowadzonego przez Salezjanów oratorium. Salezjanie przybyli do Poznania w 1926 roku na zaproszenie prymasa Edmunda Dalbora, arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego. Objęli opieką zrujnowany kościółek św. Katarzyny przy ulicy Wronieckiej, należący niegdyś do klasztoru dominikanek, zwanych od wezwania świątyni katarzynkami. Po remontach, które wsparła lokalna społeczność i nowy Prymas Polski kard. August Hlond – salezjanin, ruszyło oratorium dla chłopców. Na początku gromadziło ok. 100 osób, by z czasem prawie podwoić tę liczbę. Oratorium było rodzajem świetlicy, gdzie chłopcy mogli przyjść i brać udział w ciekawych zajęciach sportowych, rekreacyjnych, muzycznych, teatralnych i religijnych. Tutaj jako ministranci nauczyli się troski o głębokie przeżywanie Eucharystii i sakramentu pojednania, nabożeństwa do Maryi Wspomożycielki, odmawiania różańca, comiesięcznych ćwiczeń dobrej śmierci oraz modlitwy prostej, radosnej i przepełnionej śpiewem. Naturalne połączenie modlitwy, zabawy, nauki i klimatu rodzinnego stanowiło wartościowe środowisko wychowawcze zgodne z ideałami św. Jana Bosko. Według niego oratorium to dom, który przygarnia, parafia, która ewangelizuje, szkoła, która przygotowuje do życia i podwórko, gdzie spotykają się przyjaciele i żyje się radośnie. Młodzi chłopcy z Poznania, a wśród nich późniejsi błogosławieni, mogli doświadczyć duszpasterskiej troski na co dzień oraz podczas licznych wycieczek i wakacyjnych obozów.                       

Tutaj mogli rozwinąć talenty, pracować nad sobą, pogłębiać swą duchowość, poznać prawdziwych przyjaciół i znaleźć swój drugi dom, jak sami zwykli mówić o oratorium. Z czasem stali się animatorami i brali na siebie odpowiedzialną troskę o młodszych kolegów. Lata młodości zostały brutalnie przerwane przez wybuch II wojny światowej. Nasi bohaterowie natychmiast postanowili stanąć w obronie Ojczyzny. „Uczciwy obywatel i dobry chrześcijanin” – ten ideał wychowania przekazany przez ks. Bosko zaowocował bardzo konkretnie w ich życiu. Z początkiem roku 1940 wstąpili do Narodowej Organizacji Bojowej, chcąc czynnie włączyć się w działalność konspiracyjną. Działali w małych pięcioosobowych grupach. Jedną z nich stanowili przyjaciele z oratorium: Czesław, Edward, Franciszek, Edward i Jarogniew. Niestety szybko zostali zdekonspirowani i aresztowani przez gestapo. Pierwszy z nich Edward Klinik, aresztowany został przy Drodze Dębińskiej gdy wracał z pracy w pobliżu miejsca, gdzie obecnie buduje się kościół pw. Błogosławionej Piątki. Jego los podzielili pozostali. Rozpoczęła się ich więzienna droga krzyżowa, trwająca prawie dwa lata.

Byli przesłuchiwani, bici, więzieni, aż wreszcie skazani na karę śmierci. Podczas tych dwuletnich rekolekcji, jak zwykli nazywać ten czas przeszli wiele stacji: siedzibę gestapo, Fort VII, więzienie na Młyńskiej, Wronki, Berlin, Zwickau, Drezno. W tym czasie pokazali niezłomną wiarę i poruszające świadectwo chrześcijańskiego życia dawane wytrwale mimo uciążliwych warunków. Właśnie ta codzienna wierność Ewangelii i wytrwałość w wierze są wyrazem ich męczeństwa i heroiczności cnót. Prowadzone życie duchowe oraz praktykowane wartości pokazują potrzebę wychowania chrześcijańskiego i formacji w grupach i wspólnotach religijnych. To właśnie w chwilach próby wychodzi piękno przebytej formacji. Wychowanie chrześcijańskie w duchu ks. Bosko, które otrzymali w oratorium zaowocowało w życiu każdego z pięciu męczenników, co potwierdza jego wartość i skuteczność.

W tym czasie aresztu dojrzewali jako mężczyźni  i chrześcijanie. Ich wiara została umocniona i oczyszczona. W więziennej celi byli wierni codziennym modlitwom, różańcowi, przeżywaniu świąt. Stali się dla wielu więźniów przykładem radosnego znoszenia trudnych warunków. Dawali nadzieję, pomagali innym i wspierali siebie nawzajem. Wspaniałe świadectwo złożyli w dniu śmierci. Odbyli spowiedź, przyjęli Komunię świętą, modlili się wspólnie i napisali listy spod gilotyny. Są bardzo przejmujące, gdyż stanowią swoisty testament, pisany ze świadomością, że to ostatnia rzecz, która tu na ziemi po nich zostanie. Zapisane w więziennej celi słowa pokazują co myśleli, czuli i jak przeżywali ostatnią godzinę na tej ziemi. Odsłaniają jednak dużo więcej, bo są efektem gruntownych przemyśleń i wewnętrznej pracy, którą wykonali podczas dwuletnich rekolekcji w niewoli. Widać przemianę beztroskich chłopców z Wronieckiej w prawdziwych mężczyzn i uczniów Chrystusa, którzy zderzając się z najtrudniejszymi próbami zachowali się jak trzeba. Przelali na papier głębię ducha, ogromny spokój, siłę wiary i wdzięczność. Oto list spod gilotyny autorstwa bł. Franciszka Kęsego: „Moi Najukochańsi Rodzice i Rodzeństwo Nadeszła chwila pożegnania się z Wami i to właśnie w dniu 24 sierpnia, dzień Maryi Wspomożycielki Wiernych. Och, jaka to radość dla mnie, że już odchodzę z tego świata i to tak, jak powinien umierać każdy. Byłem właśnie przed chwilą u spowiedzi świętej, za chwilę zostanę posilony Najświętszym Sakramentem. Bóg Dobry bierze mnie do siebie. Nie żałuję, że w tak młodym wieku schodzę z tego świata. Teraz jestem w stanie łaski, a nie wiem, czy później byłbym wierny mym przyrzeczeniom Bogu oddanym. Kochani Rodzice i Rodzeństwo, bardzo Was przepraszam raz jeszcze z całego serca za wszystko złe i żałuję za wszystko z całego serca, przebaczcie mi, idę do nieba. Do zobaczenia, tam w Niebie będę prosił Boga. Właśnie przyjąłem Najświętszy Sakrament. Módlcie się czasem za mnie. Zostańcie z Bogiem. Wasz syn Franek. Już idę. Bardzo przepraszam za wszystko”. cdn

Comments are closed.